0

.

16.12.2017

I close deals in heels.


Najpierw słyszysz nerwowy stukot szpilek odbijających się echem na korytarzu; potem czujesz zapach bzu i melona, który wypełnia Ci nozdrza. Wtedy wiesz, że lada moment spotkasz się z panną Potts, która może przerazić Cię swoją perfekcyjnością. Jednak, gdy ją poznasz, zrozumiesz, że za tą maską niedostępności, idealności kryje się zwykła kobieta, która gdzieś tam marzy o rycerzu na białym koniu (oraz o tygodniu na bezludnej wyspie z tysiącem książek, które na spokojnie mogłaby przeczytać bez ciągłego kontrolowania swojego telefonu). 



9.12.2017

Enjoy the silence




Urodzona w Szkocji Catrice odkryła swoje umiejętności nadprzyrodzone w wieku siedmiu lat, kiedy przypadkiem wyciszyła całą okolicę dostarczając sąsiadom odczucie głuchoty. Rodzice kierowani zdrowym rozsądkiem umieścili ją w londyńskim ośrodku dla młodych mutantów, który jednak pod przykrywką placówki edukacyjnej realizował inny cel: wyszkolenie młodych dziwadeł w celu użycia w rządowym systemie ochrony polityków i innych osób wartościowych politycznie. Tam też oprócz kontroli nad mocami i podstawowymi umiejętnościami bojowymi edukacja Catrice - ze względu na wyczulony słuch, pozwalający jej na analizę niewidocznego dla oczu otoczenia - skierowana została w stronę praktyk snajperskich umożliwiających usunięcie przeciwnika bez bezpośredniej konfrontacji.
Wraz z dorastaniem i towarzyszącymi wiekowi nastoletniemu burzliwymi nastrojami, nastoletni mutanci stopniowo buntowali się kontroli i raz po raz testowali swoje możliwości, by w końcu - w zasadzie przez przypadek - wykorzystać luki w schemacie działania ośrodka i wywołać pożar, który zakończył jego działalność. By zapomnieć o incydencie i negatywnych doświadczeniach związanych z ośrodkiem,krótko po tym zdarzeniu rodzina Blossomów wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych.
W wieku dwudziestu lat Catrice spędziła rok pracując w laboratorium w Stark Tower, gdzie mimochodem wykorzystywała zaplecze naukowe również do badania własnych zdolności i granic ich możliwości. Po jednym z wielu incydentów związanych z nieudolnymi próbami ukrycia talentów trafiła pod skrzydła Charlesa Xaviera, w murach Instytutu zasilając przez krótką chwilę szeregi X-Menów. Minęła się jednak z grupą zarówno jeśli chodzi o światopogląd, jak i preferowany sposób rozwiązywania problemów i stosunek do swoich mocy, dlatego po jednym z wielu nieporozumień podczas misji zakończyła grupową działalność i zdecydowała się na samotną drogę egzekwowania włąsnych ideałów.
Od tamtego czasu kilkukrotnie użyczała swoich talentów w przypadku wyższego zagrożenia, ale nie deklarowała się jako członkini żadnej ze znanych organizacji. Brak niechęci do przemocy z jednoczesnym poszanowaniem życia cywili oraz często pogmatwana i niejednolita filozofia sprawiły, że działając na własną rękę czuła się najlepiej.
Przez pojedyncze zlecenia dla Hydry i mniejszych organizacji przestępczych - które bądź co bądź zawsze były zgodne z wewnętrznymi zasadami - w ostatnim czasie Silent miewała na pieńku z SHIELDem, dlatego w miarę możliwości unika konfrontacji z Agencją i jej inicjatywami.
Do umiejętności Catrice zalicza się szeroko pojęta kontrola i wykorzystywanie fal dźwiękowych. Niezwykle czuły słuch i umiejętność do zwizualizowania sobie widm, ścieżek i obszarów, w jakich występują konkretne dźwięki pozwala jej na wniknięcie w tor danego odgłosu i przemieszczenie się w jego obrębie, co nazwać można swoistą dźwiękową teleportacją.
Organizm Silent może pełnić funkcję nośnika dźwięków, które może zebrać do siebie "kradnąc" wszelkie odgłosy najbliższej i dalszej okolicy. Tak długo, jak trwa ten manewr wszystkie fale przekierowane zostaną w stronę mutantki, która może je skoncentrować i wypuścić tworząc barierę dźwiękową, falę uderzeniową lub po prostu posyłając je w wysokim natężeniu do czyjejś głowy, co często kończy się oszołomieniem, utratą przytomności, lub - w najgorszym przypadku - nawet śmiercią. Podczas używania mocy dźwięki przyjmują postać niebieskiego widma widocznego także dla osób postronnych, a tęczówki mutantki zyskują błękitny poblask o intensywności zależnej od danej sytuacji.
Zarówno podczas podróży przez dźwięki, schowania się w nich lub ich absorpcji, Catrice musi uważać by długość i intensywność tych manewrów nie przekroczyła możliwości jej organizmu, istnieje bowiem ryzyko, że zarówno świadomość, jak i funkcje życiowe Silent zatracą się i nie będą w stanie wrócić do swojej podstawowej formy.  


8.12.2017

count bodies like sheep








Ok. To teraz oficjalnie. Tęskniłam za nim, tak więc - zapraszam do wątków. 
Ps. W karcie ukryte są odnośniki - polecam.
Ps.2. Dobrze tu wrócić po tylu (?) latach.//Zimówka.

[Post organizacyjny?]



Postanowiłem nie pozostać obojętnym na spory odzew na shoutboxie. Sądziłem, że blog już umarł śmiercią naturalną, został zapomniany i raczej nic nie sprawi, że pokuszę się o jego reaktywacje, a jednak teraz taka myśl chodzi mi po głowie i nie daje spokoju.

Aby to jednak wyszło będę potrzebował pomocy do spraw administracyjnych, bo przy obecnym trybie życia zdecydowanie nie zawszę będę miał dość czasu na to, aby sprostać zadaniu rzetelnego obsługiwania bloga.

Zatem chętni – ręka w górę. Kto chce się w to zaangażować zapraszany jest do kontaktu mailowego (syriuszalke@gmail.com). Mile widziane pare zdań autoreklamy.

Weteranów bloga pragnących powrotu proszę o zgłoszenie tego pod tym postem – wówczas przywrócę KP chętnych do listy postaci.




2.02.2016

I need noise


I need the buz of a sub
Need the crack of a whip
Need some blood in the cut



DANE OSOBOWE: Catrice Vivien Blossom
ALIAS: Silent
RASA: Mutant
KLASA: Antybohaterka 
WIEK: 26
NARODOWOŚĆ: Szkotka
STATUS PRAWNY: Notowana, poszukiwana przez S.H.I.E.L.D
PRZYNALEŻNOŚĆ: (niegdyś) X-Men, obecnie działa samotnie
UMIEJĘTNOŚCI: podróż za pomocą dźwięku i szeroko pojęta kontrola fal dźwiękowych
DODATKOWE INFORMACJE: wykryto pojedyncze zlecenia dla Hydry i organizacji przestępczych, zagraża bezpieczeństwu publicznemu, udokumentowane znaczne powiązania z Wandą i Pietro Maximoffami


MIEJSCE URODZENIA: Glasgow, Szkocja
RODZICE: Gaven, Maureen
ZAWÓD RODZICÓW: agent rządowy, dziennikarka
WZROST: 165cm
WAGA: 50kg
WYGLĄD: rude włosy, błękitne oczy
UŻYWANA BROŃ: broń palna, noże typu karambit, ładunki wybuchowe
ZAKRES UMIEJĘTNOŚCI NADPRZYRODZONYCH: kontrola fal dźwiękowych - teleportacja tropem dźwięku, wyciszenie, kradzież dźwięków i użytek ich do wszelakich czynności: tworzenia barier, fal uderzeniowych, lub posyłanie ich do głów przeciwnika co w zależności od mocy ataku powoduje oszołomienie, omdlenie, utratę słuchu, a czasami nawet śmierć
ZAKRES UMIEJĘTNOŚCI FIZYCZNYCH: walka wręcz, biegła umiejętność posługiwania się bronią palną (w szczególnie karabinami snajperskimi), umiejętność walki za pomocą noży, sztyletów i garoty.








1.10.2015

The Window




Want to go punch Galactaus in the face for dessert?



 ***
Jak pewnie większość się zorientowała, jest to moja trzecia KP tej postaci. 500 komentarzy pod poprzednimi już za mną :D
Oczywiście zapraszam do wątków zarówno tu jak i na chacie.
KP pewnie pozostanie w takiej formie, więcej informacji jest w:

KP nr 1
KP nr 2


14.05.2015

" LOVE IS FOR SOULS, NOT BODIES."


Wanda Maximoff
Mutant

Czarodziejka
kontrolująca magię chaosu



Odkąd pamięta znajdowała się w zamknięciu. Izolacji od świata i innych ludzi.
 "To dla Twojego bezpieczeństwa, Wando" oznajmił jej ojciec, a raczej mężczyzna którego za młodu uznawała za ojca. Od młodego wieku jej niecodzienna zdolność dawała o sobie znać - głównie pod postacią okropnego pecha, który prześladował młodą "czarodziejkę". W okolicy zapomniano o
drabinach, rozbitych lustrach oraz czarnych kotach i to właśnie młoda Maximoff zbierała winę za wszystkie nieszczęścia, które dotykały jej najbliższych.
Dziewczynka wraz ze swym bliźniakiem Pietro została adoptowana przez cygańskie małżeństwo kiedy byli jeszcze maleńkimi dziećmi. Miało to miejsce tuż po tym jak ich matka wyzionęła ducha
próbując ukryć swe dzieci przed ich rodzonym ojcem. Minęło jednak sporo czasu nim bliźnięta dowiedziały się o tym, kim naprawdę są.
Z początku Wanda nie rozumiała co się z nią dzieje a tym bardziej
dlaczego musi ukrywać zarówno swoją moc jak i siebie. Wypadki, które miały miejsce za każdym razem kiedy wpadała w zły nastrój, ból głowy oraz strach przed nieznanym towarzyszył jej przez większość młodości. Na szczęście nie była jednak sama - miała swego brata, który także różnił się od zwykłych ludzi i jak nikt rozumiał gorycz jaką odczuwała jego siostra. To właśnie dzięki niemu i wyrozumiałej rodzinie zastępczej udało jej się pozostać przy zdrowych zmysłach. Do czasu...
Wszystko zmieniło się tego dnia, kiedy Wanda po raz pierwszy zrozumiała, że coś jest przed nią zatajane. Choć błagała Maximoffów o zdradzenie jej prawdy spotykała się tylko z uporczywym milczeniem ze strony rodziców. Wtedy pojęła, że nie tylko jej i Pietra zdolności są jedyną różnicą  między nimi a resztą ludzi - oni potrafili tylko zatajać prawdę i trzymać ją w zamknięciu... że tak naprawdę ich nienawidzi. A nienawiść w jej wypadku przybierała formę i szybko przerodziła się w pożar, który to zaczął konsumować całą posiadłość.

Maryia Maximoff nie przeżyła starcia z płomieniami a jej mąż zatracił się w żałobie.To był ostatni dzień, który bliźniaki spędziły w tej małej, niemieckiej mieścinie. Zdani na pastwę losu zostali przygarnięci przez człowieka, który od dawna interesował się mutantami,  a dokładniej przez samego Magneto. Wraz z Erickiem udali się do Ameryki by pod jego nadzorem uczyć się kontrolować i wykorzystywać swe moce w obronie innych mutantów. Z początku bliźnięta, tak samo jak sam mistrz magnetyzmu, byli nieświadomi dość oczywistego powiązania między sobą. Więzy krwi mają jednak tendencję do tego, by wcześniej lub później wychodzić na jaw i kiedy się to wydarzyło Magneto okazał się bezlitosny. Jego potomkowie musieli być najlepsi, lub nie mieli prawa do stąpania po ziemi, która pewnego dnia miała stać się ich włościami. Quicksilver, który już za młodu nauczył się kontrolować swoje moce nie miał problemów z zadowoleniem ojca, jednak Wanda...

Wiele wypadków miało miejsce przy procesie jej nauczania - wypadków, które sprawiały, że Szkarłatna Czarodziejka była przekonana iż jej mocą jest wywoływanie nieszczęść. Z czasem zniecierpliwiony ojciec zupełnie zapomniał o nadziejach pokładanych w ambitnej dziewczynie zamykając ją w więzieniu, które zaprojektował dla innych mutantów, które nie chciały się podporządkować. Dopiero ta przerażająca izolacja nauczyła Wandę kontroli i opanowania, które koniec końców pomogło jej się stamtąd wydostać.



 
Od tamtej pory służyła ojcu, choć przy jego boku trzymał ją raczej strach.
Wierzyła jednak podobnie jak on, że jej pobratymcy nie powinni być więzieni i prześladowani przez zwykłych ludzi. Choć jej cel nie zawsze uświęcał środki, to wykonywała polecenia Magneto z nadzieją na lepszą przyszłość. Przyszłość w której żaden mutant, człowiek czy ktokolwiek inny nie musiałby przechodzić przez piekło, które sama ma za sobą. W przeciwieństwie do Magneto rozumiała, że poniżenie i prześladowanie nie należy się nikomu.
Odzyskując wolność i pełną władzę nad własnymi zdolnościami Wanda stała się też nieco pompatyczna, może nawet ekscentryczna, jednak takowa pewność siebie jest dla niej konieczna - w przeciwnym wypadku nie ujarzmiłaby  swych moc. Przez dłuższy czas wraz z jedyną osobą, której naprawdę ufa - Pietro,  dowodziła Bractwem Złych Mutantów. Jednak kiedy Magneto wyraźnie dał do zrozumienia, że nie zamierza w swych działaniach oszczędzić nikogo, kogo nie uważa za wystarczająco dobrego drogi Maximoffów i ich ojca rozeszły się. Tak oto, po raz kolejny zostali sami. Choć Charles Xavier zaoferował im swoją pomoc X-Meni wydawali się rodzeństwu zbyt pobłażliwi, zbyt skoncentrowani na swoich własnych sprawach. I tak zapadła ostateczna decyzja - dołączenie do jednego zespołu, który walczył za wszystkich i nie zamierzał obwiniać ich za błędy z przeszłości - Avengers
.


  • Nie utrzymuje bliskich stosunków ze swoją przyszywaną siostrą Polaris.
  • Jej moc przybiera postać czerwonej energii, którą może kontrolować prawdopodobieństwo zdarzeń. Ze względu na to, że efekty destrukcyjne jest zdecydowanie łatwiej osiągnąć od tych pozytywnych, często nazywa tą energię magią chaosu.
  • Jest prawdopodobnie jedyną osobą, której udało się "podstawić nogę" Pietro oraz która ma pewną odporność na siłę Phoenix.
  • Prawdziwa perfekcjonistka z zadatkami na lidera, choć się do tego nie przyznaje ma w sobie więcej ambicji ojca od reszty rodzeństwa.
  • Diadem podarowany przez ojca i zawsze zdobiący jej skronie chroni ją przed atakami telepatycznymi.



Ask Wanda | Powiązania

27.07.2014

Kiss me!



Enchantress
Asgardianka ✦ Wiedźma ✦ Bóstwo

Jeśli wydaje Ci się, że nie ma kobiety idealnej, to chyba jeszcze nie spotkałeś Amory...Szczęściarzu.

Stoi, oparta o ladę, delikatnymi, miarowymi ruchami mieszając wino w swoim kieliszku. Zielone oczy mierzą kolejną ofiarę. Przenosi ciężar ciała na drugą nogę, cichym pomrukiem zwraca na siebie uwagę. On momentalnie odwraca głowę w jej stronę. Jedno spojrzenie, język oblizujący pełne wargi i już wie, że wygrała. Nawet nie musi się poruszać. Sam do niej podchodzi, cały czas zezując na dekolt. Tak, ta kobieta z pewnością ma czym oddychać. Krótka rozmowa o pierdołach, żeby zachować pozory. Ona dowiaduje się wszystkiego, co powinna o nim wiedzieć. Tak, nadaje się. Propozycja przejażdżki jego nowym samochodem wydaje się być oczywista. Daje się więc poprowadzić, w myślach wszystko planując. Nie pozwala mu na objęcie talii, jednak on nie zwraca na to uwagi. Ciche warknięcie, nagły błysk w jego oczach. Przekleństwo pada z jej ust trochę za szybko. Facet chyba jednak nie jest taki głupi, zaczyna coś podejrzewać. Nie ma czasu na gierki. Delikatny pocałunek i koniec szopki. Zyskała kolejnego wpływowego niewolnika. Teraz wystarczy to dobrze wykorzystać. 

Gdy pytają o powód jej pobytu na Ziemi, niezwłocznie odpowiada, że robi sobie wakacje. Przecież nie przyzna się do tego, że z Asgardu ją wywalono. Wróci tam, oczywiście. Jak sobie odpocznie. Jej odpoczynek polega na tym, że chodzi na wszelkie imprezki, bale charytatywne, gale czy inne tego typu zjazdy grubych ryb. Tam bawi się świetnie i przy okazji znajduje sobie... Żywicieli. Ona przecież pracować nie będzie! W końcu ma wakacje, no nie?! Gdy już znajdzie sobie takiego miłego pana, zwykle bawi się jego życiem, przez chwilę udając, że jest jego częścią. Tak, proszę państwa, przedstawiam główny powód większości rozwodów w ciągu ostatnich kilku lat. Oprócz tego, w chwilach nudy krytycznej, uprzykrza życie Mścicieli swoją osobą. No bo... Kto bogatemu zabroni?

Aktualnie przedstawia się jako Katherine Black, jednak jest całkiem duże prawdopodobieństwo, że Tobie i tak poda zupełnie inne imię i nazwisko. Wszystko zależy od jej kaprysu. A na nich opiera się niemal całe jej życie. Nie licząc tego, co kiedyś. Jej historia jest prawie tak samo zawiła jak ona sama. Każdemu opowiada zupełnie inną, a faktów o niej po świecie krąży zdecydowanie za dużo. To jej odpowiada. Nie chce na siłę siedzieć ukryta w cieniu. Pragnie, by wszyscy usłyszeli o Enchantress. Jednak dla własnego bezpieczeństwa i chwili swobody ukrywa się pod różnymi nazwiskami. I chciałaby, by do końca wakacji tak pozostało. 

Jest zmienna jak pogoda...albo dojrzewająca nastolatka. Bardzo szybko się irytuje i nudzi. W jednej chwili ciągnie Cie do łóżka, a w drugiej rzuca w Ciebie talerzami i wrzeszczy, że masz się wynieść z jej domu. Co z tego, że to Twój dom?! Wynocha! Oprócz tego, jak przystało na Asgardiankę jest wyjątkowo silna. No i inteligentna, oczywiście. Magia nie ma przed nią tajemnic, dzięki czemu może utrzymywać swoje piękno a także leczyć każdy uraz mechaniczny. Te zadane w inny sposób (uroki itd. ) wciąż mogą ją zaskoczyć. To jedna z jej słabości, które oczywiście stara się za wszelką cenę ukryć. Kolejnym problemem jest fakt, że ze skrępowanymi dłońmi jest zupełnie bezsilna - jej czary wtedy nie działają. Oczywiście nikt o tym nie wie. A przynajmniej taką ma nadzieję. 

Jej piętą Achillesa jest siostra. Chociaż ona i Lorelei nie dogadują się zbyt dobrze, to Amora zabiłaby każdego, kto tylko zraniłby jej młodszą siostrzyczkę. Tylko ona ma prawo robić jej burdy. Chyba właśnie dlatego cały czas utrzymuje taką postawę. Nie chce by ktoś wykorzystał jej uczucia przeciwko niej. Boi się jednak, że siostrzyczka pewnego dnia kompletnie się od niej odwróci. To jej ostatnia kotwica. Jeśli się zerwie, Enchantress odpłynie, tracąc przy tym ostatnie krople człowieczeństwa we krwi.

"Skurge, podaj mi szczotkę. Przecież nie mogę podbijać Midgardu wyglądając jak miotła!"


Witam się serdecznie i oczywiście zapraszam do wątków z Amorką. Zastrzegam sobie prawo do edycji KP. Ja i Enchantress mamy nadzieję, że będzie nam się dobrze grało :) 








11.12.1995

Солдаты шли в последний бой.








Zimowy Żołnierz był duchem. Legendą, której słowa zapisano za pomocą zaostrzonego gnata i kropel krwi przelanych przez zjawę. Gdzie się nie pojawił, zostawiał za sobą szkarłatną smugę, stos ciał. Iście chirurgiczna precyzja – jeden strzał, trzy trupy i tylko ci, którzy widzieli go w akcji, mogli uwierzyć, że to w ogóle było możliwe.
Zima tego roku była naprawdę mroźna. Temperatury spadły poniżej zera już na początku listopada, zapowiadając, że koniec roku do przyjemniejszych nie będzie należeć. Ludzie wraz z nastaniem wieczoru czym prędzej uciekali do mieszkań, chcąc się rozgrzać przy kubkach gorącej herbaty czy po prostu cieple czterech ścian.
Niska blondynka co kilka kroków gwałtownie odwracała się za siebie, sprawdzając, czy nikt jej nie śledzi. Choć nikogo nie widziała za sobą, uczucie, że ktoś jej drepcze po plecach nie opuszczało jej umysłu. Olga Andriejewna poprawiła kołnierz płaszcza, licząc, że w ten sposób uchroni się przed mroźnymwiatrem.
Mimo tego, że przebywała między wysokimi budynkami, które zapewne pamiętały nie tylko czerwoną rewolucję niezwykle krwawą, która zniszczyła wiekową tradycję caratu, ale i ślub ostatnich przestawicieli caratu, wiatr wzmagał na sile. Oldze zdawało się, że mróz panujący wokół niej przenikał do kości. Do pełni szczęścia brakowało jej tylko śniegu sypiącego z nieba, który zdradzałby, którędy poszła.

  Nie mniej jednak doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jesli ktoś wpadł na jej trop, jest blisko. Na tyle blisko, by czuła strach, który jeżył włos na jej plecach. Adrenalina, która krążyła po jej żyłach sprawiała, że nie myślała o przerażeniu i o tym, co ją spotka, jeśli nie znajdzie się w jakimś bezpiecznym miejscu.
W oddali zobaczyła boczną fasadę Teatru Bolszoj, a serce zaczęło jej bić o wiele szybciej niż dotychczas. Może i pojawienie się przy zarówno przy Moskwiewskiej Dumie Miejskiej jak i jednej z siedzib NKWD zakrawało o głupotę i niepotrzebne ryzyko, ale co mogła poradzić na to, że tylko na Pietrowce o tej godzinie stały taksówki?
Musiała jak najszybciej znaleźć się poza granicami miasta, a jedyną możliwością dla niej była dla niej dopiero co wybudowała obwodnica samochodowa.Stamtąd czekała ją prosta droga na Pole Chodyńskie, gdzie czekał na nią samolot do Berlina.
Nerwowo spojrzała na zegarek, którego wskazówki pokazywały kilka minut po północy. Miała jeszcze godzinę do wylotu i ponad trzydzieści kilometrów do przejechania. Olga doskonale zdawała sobie sprawę, że pilot nie zaczeka ani sekundy, skoro już rano dostarczyła mu informacje, których potrzebował.
Miała zaczął nowe życie za oceanem, zapomnieć o piekle jaki to zgotował jej bliskim ukochany wujaszek Stalin, a nie mogła oderwać się od starego. Mimo sprzeciwów swych przełożonych i ich chęci, by jak najszybciej odlecieć w bezpieczniejsze rejony świata musiała pożegnać się z tymi, którzy przez ostatnie kilka lat byli jej jak rodzina. Wiedziała, że w ten sposób ryzykowała nie tylko swoje życie, ale nie mogła bez słowa uciec. Zbyt wiele zawdzięczała rodzinie Wostriakowskich, którzy traktowali ją jak córkę.
Już widziała czarne wołgi stojące pod siedzibą NKWD, które wręcz ją przerażały. Oldze kojarzyły się one z końcem. Kto wejdzie do jednej z nich przestaje istnieć na kartach historii. Staje się tylko zakazanym wspomnieniem, to też z ulgą przyjęła to, że kawałek od nich stały żółte pobiedy. Już widziała siebie wsiadającą do jednego z samochodów i oddalającą się od źródła niebezpieczeństwa.
Już chwytała za klamkę, chcąc wejść do środka, gdy poczuła nieprzyjemny uścisk na swoim ramieniu. Pełna obaw, mając wrażenie, że serce jej się zatrzymało, odwróciła się do tyłu, a jej oczom się mężczyzna w mniej więcej jej wieku. Gdyby mogła mu się dłużej przyjrzeć, mogłaby stwierdzić, że był nawet przystojny. Jednak cała jej uwaga skupiła się na metalowej dłoni, która leżała na jej ramieniu.
- Panno Andriejewno, chyba musimy porozmawiać, prawda? – ostra barwa głosu niemal raziła ją po bębenkach, tak samo jak jego angielski akcent – Pójdziesz grzecznie czy mam użyć siły?
Dla potwierdzenia swoich słów, wolną ręką wziął do ręki pistolet, który przyłożył jej do pleców. Lufa nieprzyjemnie wbijała się w jej ciało, co tylko potwierdzało jej przeczucie, że z tym mężczyzną nie ma żartów.
Nie chcąc ryzykować życia przypadkowego taksówkarza – choć miała wrażenie, że na pewno był tajniakiem KGB – posłusznie odsunęła się od samochodu, a chwilę później stała przyparta do ściany teatru Bolszoj.
No cóż, jak odchodzić z tego świata to chociaż w wyjątkowym miejscu – przemknęło się jej przez myśl, gdy stanęła twarzą twarz z tym, przez którego wizja lotu do Berlina stała się nierealną.
- Zimowy Żołnierz, prawda? Nie sądziłam, że wyślą ciebie do rozliczenia się z taką płotką jak ja – uśmiechnęła się nerwowo, tuż po tym jak oderwała wzrok od metalowej dłoni, by przenieść spojrzenie na oczy mężczyzny.
Oczy, które przeraziły ją bardziej niż wszystko, co dotychczas były dla niej straszne. Widziała tylko chęć mordu, wszechobecną śmierć – tak jakby to on był kostuchą, a widok trupów czymś, co sprawiało mu przyjemność.
Z trudem przełknęła ślinę, czując jak oblewa ją lodowaty jak listopadowe, moskiewskie powietrze pot. Było źle. Bardzo, wręcz tragicznie, przez co zaczęła żałować, że nie posłuchała się Howarda. Gdyby to zrobiła, byłaby już w Berlinie, szykując się do lotu do Nowego Jorku, ale nie. Musiała zawsze być mądrzejsza od wszystkich.
Srebrna metalowa pięść mignęła Oldze przed oczami, trafiając z głuchym łupnięciem w jej twarz. Syknęła z bólu, odnotowując, że twarz jej niechcianego towarzysza tężeje, zupełnie jakby wyzbywał się emocji.
Było coraz gorzej.
Oblizała usta, czując nieprzyjemny, metaliczny posmak krwi. Mimo bólu i wrażenia, że jeszcze dwa ciosy i jej czaszka pęknie na pół pod wpływem jego siły, uśmiechnęła się nerwowo, przyjmując dobrą minę do złej gry.
-  Naprawdę myślałaś, że SHIELD cię uratuje przed śmiercią za szpiegostwo?? Zagwarantuje lepsze życie? Nie chcę psuć twych marzeń w ostatnich chwilach życia, ale byłaś tylko ich marionetką. Dałaś im to, co chcieli i żegnaj – zaśmiał się, a przez szyderczy śmiech przebijał się przez szczęk metalu.
Kolejne uderzenie w twarz całkowicie ją zdekoncentrowało. Gdyby nie fakt, że jego prawa ręka była zaciśnięta na jej szyi, upadłaby, tracąc równowagę. Na swoich policzkach czuła zimny dotyk metalu, który odrobinę łagodził ból związany z uderzeniami, które spadały na jej twarz, mieszając się z łzami i krwią.
Czuła, że słabnie. Nie miała siły, by przyjmować kolejne ciosy – nogi ugięły się pod nią i nawet fakt, że była trzyma za gardło żelaznym uściskiem nie sprawił, że dała radę się podnieść.
Miała wrażenie, że to w jakim była stanie podobało się jej oprawcy. Widziała to w jego oczach zanim jej spojrzenie nie zaszło mgłą. Jego wzrok był nieobecny, przepełniony ślepą furią, co sprawiało, że przypominał Oldze maszynę. Robota, który stworzony był tylko do zabijania.
Wiedziała, że koniec jest blisko. Nie miała siły dźwignąć się na nogi, by uchylić się przed ciosami, które padały na oślep na jej ciało leżące na bruku. Czuła, jak życie powoli z niej się ulatnia i nie ma nawet po co błagać o litość, której Zimowy Żołnierz, jej oprawca nie znał.
- Po co babrać się w tym bagnie? Dobij mnie i po robocie – wysyczała, wypluwając krew i mierząc spojrzeniem mężczyznę.
Na jego twarzy ciągle widniał ten szyderczy uśmiech, który ją przerażał.
Cichy jęk wydobył się z zakrwawionych i popękanych ust Olgi, gdy Zimowy Żołnierz wyciągnął ten sam pistolet, którym ją zastraszył przy pierwszych sekundach spotkania. Odruchowo zamknęła oczy, nie chcąc widzieć jak wystrzelony pocisk niebezpiecznie zbliża się do jej głowy.
Huk wystrzału rozniósł się echem po Pietrowce, swoim pogłosem dochodząc aż po Plac Czerwony. Bezwładne ciało leżało na brudnym i zimnym bruku, a blond włosy posklejane od krwi padły wokół kobiety niczym aureola.
Zimowy Żołnierz jeszcze przez moment stał nad kobietą, obserwując swoje dzieło. Wzrok, jeszcze przed chwilą ogarnięty chęcią krwi, teraz był spokojny, wyprany całkowicie z emocji. Jak tylko ciało Olgi przestało wić się w konwulsach i ostatnich skurczach mięśni, ruszył przed siebie, chowając za pasek wciąż ciepły pistolet, który pozbawił życia Rosjankę.

* На поле танки грохотали - Kuban Cossack Choir